Nowy domownik

Jako, że Czwarta uzyskała niezłą średnią na koniec pierwszego półrocza wyraziliśmy zgodę na przygarnięcie młodego kota. Młodej udało się znaleźć niedaleko nas miejsce adopcyjne i przygarnęliśmy mniej więcej pięciomiesięczną trikolorkę (biały, rudy, bury..w plamy).
Sama procedura była dość prosta - trzeba było podpisać umowę. Trochę mnie zastanowiła ilość moich danych prywatnych, które musiałem dostarczyć - do tej pory mam taką niemiłą świadomość, że ktoś mógłby te dane wykorzystać (z czegoś przecież ta kobieta, opiekująca się stadkiem często chorych zwierzakami musi żyć...) np do wzięcia pożyczki.

Co do samego domownika - zwierzak powoli się przyzwyczaja do naszego domu... Największą niewiadomą była reakcja całej pozostałej naszej menażerii - psa, dwóch starych kotów na pojawienie się młodej.
Póki co wygląda to tak:
- pies z chęcią by się pobawił, ale jest trochę za gwałtowny (i wieeeelki w porównaniu z nią), więc ona się trochę jeszcze boi
- kocur - on ma mieszany stosunek - raz się ganiają, innym razem olewa, a jeszcze za trzecim: syczy
- kocica - ona ogólnie jest aspołeczna. Czasem jest obojętna, ale częściej burczy i syczy.

Na pewno będę musiał zabezpieczyć balkon, bo młoda jest typowym kociakiem - potrafi biegać jak szalona (gdy akurat się nie kryje przed innymi lub przed nami).